<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>http://wiewiur.jogger.pl/</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 19:09:21 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Franz Ferdinand - Tonight: Franz Ferdinand</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2009/02/01/franz-ferdinand-tonight-franz-ferdinand/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;&quot; src=&quot;http://3.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SYX29hp9afI/AAAAAAAAAF0/5j2SZrAQ0y4/s200/Tonight-FF.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297912073538071026&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5297912073538071026&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;rok wydania:2009&lt;br&gt;
wydawca: Domino Records&lt;br&gt;
gatunek: rock&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Brytyjczycy przed wydaniem trzeciej płyty byli w podobnej sytuacji, co The Killers. Pierwsza płyta bezbłędna, druga dobra, ale nie na miarę oczekiwań (to pierwsza różnica z Amerykanami, bo &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Sam’s Town&lt;/i&gt; to płyta beznadziejna), więc trzecim krążkiem musieli udowodnić, że jeszcze się nie skończyli. I tu kończą się podobieństwa do The Killers. Bo Franz Ferdinand wywiązali się z tego zadania bardzo dobrze, choć kazali sobie czekać prawie pięć lat.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;i style=&quot;&quot;&gt;Ullysses&lt;/i&gt; zaatakował już w listopadzie i zrobił furorę, bo wreszcie zaczęło się coś u nich dziać, no i słychać było, że nowa płyta będzie bardziej elektroniczna, co oznacza rozwój i innowację. I że będzie tak samo bezwstydnie przebojowo.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Sięgnięcie po syntetyczne brzmienia wyszło Arcyksięciu na dobre, co słychać chociażby w &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Live Alone&lt;/i&gt;, iście dyskotekowym przeboju, z pędzącym basem i klasycznymi klawiszami. Murowany hit. Tak samo zresztą, jak utrzymany w podobnych klimatach, tyle że bardziej pierwotny &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Can’t Stop Feeling&lt;/i&gt;. Jeszcze w ramach elektroniczności wyróżnia się &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Lucid Dreams&lt;/i&gt;, niby taka zwykła Franzowa piosenka, może troszkę bardziej bitelsowa, niż zwykle, jednak to, co dzieje się po jej zakończeniu, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Gdzieś tak od 3:30 zaczyna się jam session. Najpierw z psychodelicznymi gitarami, które powoli ustępują elektronice, która ociera się o The Prodigy. Tak, to nie żart, dobrze przeczytaliście. To jeden z najmocniejszych momentów na płycie, jak na nich niesamowicie eksperymentalny.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Jednak &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Tonight: Franz Ferdinand&lt;/i&gt; to nie tylko elektronika. Z gitarowych czadów wyróżnia się &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Bite Hard&lt;/i&gt;, którym zaczęli koncert w Stodole. Choć nie wiem, czy czad to najlepsze określenie. Franz Ferdinand uspokoili się, wydorośleli, nie pędzą już na złamanie karku, więc takich killerów jak &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Well That Was Easy&lt;/i&gt; nie uświadczymy, a &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Bite Hard&lt;/i&gt; jest li tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę, Siłą &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Tonight: Franz Ferdinand&lt;/i&gt; nie jest rokendrolowość, ale taneczność i zmysłowość.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Niektórzy skreślili ich jeszcze przed wydaniem tego krążka. Stwierdzili, że dwie dobre płyty to na nich i tak za dużo i na nic więcej ich nie stać. Okazało się, że byli zbyt szybcy, bo Arcyksiążę umocnił swoją pozycję w rockowej czołówce. Jedna z płyt roku, a mamy dopiero początek lutego.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 01 Feb 2009 20:40:14 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2009/02/01/franz-ferdinand-tonight-franz-ferdinand/</guid><category>recenzje</category><category>rock</category></item><item><title>The Killers - Day &amp; Age</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2009/01/24/the-killers-day-age/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;&quot; src=&quot;http://farm4.static.flickr.com/3193/2954040624_a946a8ce1e.jpg?v=0&quot; alt=&quot;&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;rok wydania: 2008 gatunek: pop rock&lt;br&gt;
wydawca: Island Records&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;W ciągu ostatnich dwóch miesięcy swoje trzecie płyty wydały dwa z najważniejszych zespołów początku XXI wieku. Na pierwszy ogień poszli The Killers, którzy musieli się zrehabilitować za zupełnie nieudane &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Sam’s Town&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Największą bolączką poprzedniej płyty było zagubienie lekkości, która charakteryzowała &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hot Fuss&lt;/i&gt; i od pierwszych dźwięków słychać, że Amerykanie wrócili do formy. &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Losing Touch&lt;/i&gt; to murowany przebój, ale i wyznacznik brzmienia całej płyty. Całkowitą dominację przejmują klawisze a gitary pobrzmiewają gdzieś w tle. Singlowy &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Human&lt;/i&gt; dodaje do tego krajobrazu taneczność, czy może nawet dyskotekowość. Czyli popadli ze skrajności w skrajność, bo na &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Sam’s Town&lt;/i&gt; dominowało brzmienie gitar.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;i style=&quot;&quot;&gt;Spaceman&lt;/i&gt; to już czysty pop, zalatujący banałem i korporacyjnością, oj nieładnie chłopaki, nieładnie. Gdzie podziała się ta zadziorność z debiutu? Choć i tak jest lepiej niż na &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Sam’s Town&lt;/i&gt;, gdzie nic nie było tak, jak powinno, a tu przynajmniej są melodie.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Zupełnie zaskakuje &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Joy Ride&lt;/i&gt;, brzmi jak soundtrack z amerykańskich filmów akcji z lat 70., czyli jest po prostu funk + dyskotekowa pulsacja. No i oczywiście obowiązkowe solo na saksofonie. Dla mnie bomba, szkoda, że nie ma tu więcej takich kawałków.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Pociągnijmy jeszcze wątek dobrych stron &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Day And Age&lt;/i&gt;. Kończące płytę &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Goodnight, Travel Well&lt;/i&gt; to jak na nich monumentalna piosenka, dostojna, powolna, po prostu piękna. A z szybszych rytmów na wyróżnienie zasługuje &lt;i style=&quot;&quot;&gt;A Dustland Fairytale&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;In minus trzeba im zapisać wokal Brandona, który coraz bardziej zbliża się do Bono. Nie tędy droga, nie próbujcie być nowym U2, to się wam nie opłaci.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;I już. Nic więcej nie da się o tej płycie napisać. Jest lepiej, niż na &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Sam’s Town&lt;/i&gt;, ale &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Day and Age&lt;/i&gt; to dowód na to, że na powrót do poziomu &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hot Fuss&lt;/i&gt; nie ma już co liczyć&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;b style=&quot;&quot;&gt;Ocena: 6/10&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 24 Jan 2009 19:03:03 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2009/01/24/the-killers-day-age/</guid><category>pop</category><category>recenzje</category><category>rock</category></item><item><title>Ladyhawke - Ladyhawke</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2009/01/16/ladyhawke-ladyhawke-1/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;http://3.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SXDjNb67gqI/AAAAAAAAAFg/66nyOlHrGsw/s1600-h/LadyhawkeCover.jpg&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 199px;&quot; src=&quot;http://3.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SXDjNb67gqI/AAAAAAAAAFg/66nyOlHrGsw/s200/LadyhawkeCover.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5291979382133064354&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5291979382133064354&quot;&gt;&lt;/a&gt;rok wydania: 2008&lt;br&gt;
gatunek: pop&lt;br&gt;
wydawca: Island Records&lt;br&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nazywa się Philippa Brown, dla przyjaciół Pip, choć świat zna ją jako Ladyhawke. Pochodzi z niewielkiego miasteczka Masterton niedaleko Wellington w Nowej Zelandii. Cierpi na syndrom Aspergera. I nagrała najlepszy debiut zeszłego roku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Magiczne słowa, które najlepiej charakteryzują tę płytę to „lata osiemdziesiąte. Tak, te lata osiemdziesiąte, będące dla mnie uosobieniem kiczu, wiochy i obrzydliwie płaskiego brzmienia perkusji. Jednak Pip udało się z tamtej wyciągną coś wartościowego, melodie na przykład.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak, melodie decydują o sile tej płyty. Melodie wkręcające się do głowy, niesamowicie przebojowe refreny, jak na przykład w &lt;i&gt;Better Than Sunday&lt;/i&gt;, choć tych wyśmienitych refrenów jest jeszcze 12.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z lat 80. Pip wzięła też taneczność i syntezatory oraz taki ogólny posmak, ale na szczęście trzyma się z daleka od obciachu. Najbardziej ejtisy słychać we wspomnianym dyskotekowym &lt;i&gt;Better Than Sunday&lt;/i&gt; z obłędnym refrenem, od którego zaczęła się moja miłość do Nowozelandki oraz w &lt;i&gt;Back Of the Van&lt;/i&gt;, które nawet klip ma ejtisowy. &lt;i&gt;Another Runaway&lt;/i&gt; przypomina Kylie, tylko bardziej rockową. Zdecydowanie rockowy jest mój faworyt na płycie &lt;i&gt;Love Don’t Live Here&lt;/i&gt; prowadzone przez świetny, charakterystyczny riff, kóry (wybaczcie moje zboczenie) ma w sobie coś z Branta Bjorka (choć bardzo wątpliwym jest, by Pip wiedziała kim on jest), ale oczywiście kawałek idzie w inną, dużo bardziej taneczną stronę. Do tańca zachęca również &lt;i&gt;Professional Suicide&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;Ladyhawke&lt;/i&gt; to świetna płyta na obecną pogodę. Nie, nie jest smutna, ale świetnie ładuje baterie i pobudza do życia. No i świetnie się śpiewa razem z Pip, gdy nikt nie widzi ;)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b&gt;Ocena: 8/10&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 16 Jan 2009 20:45:51 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2009/01/16/ladyhawke-ladyhawke-1/</guid><category>pop</category><category>recenzje</category></item><item><title>Obwieszczenie</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2009/01/03/obwieszczenie/</link><description>&lt;p&gt;Jak widać, trochę w ostatnim miesiącu zaniedbałem bloga. Stało się to z kilku powodów, z których najważniejszym jest to, że zacząłem pisać do Uwolnij Muzykę (uwolnijmuzyke.pl) i to zabiera mi sporo czasu. Pojawiają się tam moje nowe recenzje. Blog natomiast będzie mi służył do wrzucania recenzji nie do końca pasujących tam lub starych płyt, które lubię, tak więc częstotliwość się zmieni.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 03 Jan 2009 22:22:57 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2009/01/03/obwieszczenie/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Eagles Of Death Metal w Polsce!</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/19/eagles-of-death-metal-w-polsce/</link><description>&lt;p&gt;Na ichnim majspejsie pojawiła się rozpiska przyszłorocznej, europejskiej trasy. Jak łatwo się domyślić widnieje tam nasz kraj. Orły zagrają 14 marca w warszawskiej Proximie. Spodziewajcie się relacji ;)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 19 Dec 2008 00:40:27 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/19/eagles-of-death-metal-w-polsce/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>The Killers - Hot Fuss</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/16/the-killers-hot-fuss/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 196px; height: 200px;&quot; src=&quot;http://2.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SUgr2BN72pI/AAAAAAAAAFY/_yqvpOpzNNc/s200/cover_Killers_HotFuss.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5280518770131720850&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5280518770131720850&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;rok wydania: 2004&lt;br&gt;
gatunek: pop rock&lt;br&gt;
wydawca: Island Records&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;The Killers właśnie wydali &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Day &amp;amp; Age&lt;/i&gt;. To doskonała okazja, by przypomnieć ich debiut, płytę niezwykle ważną dla mnie. Z różnych powodów.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Znów zrobi się wspominkowo. Killersów poznałem dzięki MTV2. Pierwszy singiel, &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Somebody Told Me&lt;/i&gt; nie zachwycił mnie wtedy. To znaczy piosenka podobała mi się, ale nie rzuciła na kolana. Jak łatwo się domyśleć zrobił to następny singiel, &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Mr. Brightside&lt;/i&gt;, jedna z najlepszych piosenek, jakie w ogóle powstały. A w połączeniu z czarno-białym teledyskiem (to jedyny słuszny teledysk do tej piosenki, ten drugi dla mnie nie istnieje). Robiłem nawet tak, że po powrocie do domu ze szkoły włączałem MTV i czatowałem tylko po to, żeby obejrzeć ten teledysk. Potem strasznie rozpaczałem, że &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hot Fuss&lt;/i&gt; nigdzie nie można kupić, nawet w Holandii, gdzie byłem na wakacjach. Dopiero we wrześniu udało mi się ją dorwać w empiku i oczywiście kupiłem ją bez wahania. Tak zaczęła się moja miłość do Brandona i spółki (niestety, mocno nadwyrężona przez &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Sam’s Town&lt;/i&gt;).&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Ale, powtarzając pytanie z recenzji &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Relationship of Command&lt;/i&gt;, co jest w tej płycie rozkładającego na łopatki? Przede wszystkim melodie. Na płycie jest 12 piosenek (licząc z bonusowym &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Glamorous Indie Rock And Roll)&lt;/i&gt;, 11 to przeboje (o tym jednym wyjątku później) wkręcające się w głowę z niesamowitą łatwością i bez poczucia obciachu. Żeby tylko wymienić tylko te najdoskonalsze: &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Mr. Brightside, Jenny Was A Friend of Mine, On Top, Somebody Tlod Me, Midnight Show, Andy You’re A Star.&lt;/i&gt; Teraz więc zajmiemy się nimi trochę dokładniej.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;i style=&quot;&quot;&gt;Mr. Brightside&lt;/i&gt; to piosenka doskonała. Od gitar przez wokal, tekst o zazdrości, na samym (dość nietypowym) układzie piosenki kończąc. Po prostu mistrzostwo. Brak mi słów, lepiej jej posłuchać samemu i zrozumieć, dlaczego jest tak niesamowita. &lt;i style=&quot;&quot;&gt;On Top&lt;/i&gt; to piosenka, która pokazał mi, że klawisze to nie tylko wiocha. I ten refren, rozpływam się przy nim, bezwstydnie przebojowy, choć &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Somebody Told Me&lt;/i&gt; to jeszcze bardziej bezwstydnie popowy przebój. Można je tak wymieniać bez końca.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Kolejną zaletą &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hot Fuss&lt;/i&gt; jest to, że wyróżniali się z zalewu noworockowych, miałkich zespołów, o których dziś nikt nie pamięta. Wtedy nie znosiłem tego nurtu, dziś kojarzy mi się z beztroskim gimnazjalno-licealnym okresem w moim życiu, ale regularnie wracam tylko do nich, tylko do &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hot Fuss&lt;/i&gt;.szkoda, ze nie udźwignęli ciężaru drugiej płyty.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Tak rozpływam się nad &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hot Fuss,&lt;/i&gt; że niemal zapomniałem o jej wadzie. Na imię jej &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Everything Will Be Alright&lt;/i&gt;. Nie dość, że pasuje do reszty, jak pięść do oka (przetwarzane wokale) to jeszcze jest tak żałośnie słaby, że nie da się go dosłuchać do końca. Powinni się go wstydzić do tej pory. Tak zepsuć genialną płytę. No nie wiem, jak oni mogli to zrobić.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hot Fuss&lt;/i&gt; miało na mnie ogromny wpływ, otworzyła mi głowę na nowe nurty i po prostu jej słuchanie sprawia mi niesamowitą radość , mogę jej słuchać bez przerwy, nie tylko z powodów sentymentalnych. Doskonała popowa płyta i nawet koszmarek w postaci &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Everything Will Be Alright&lt;/i&gt; nie przeszkadza w ogólnym rozrachunku(po prostu go nie słucham)&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;b style=&quot;&quot;&gt;Ocena: 10/10&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 16 Dec 2008 23:33:19 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/16/the-killers-hot-fuss/</guid><category>pop</category><category>recenzje</category><category>rock</category></item><item><title>Fifty Foot Woman - Demo EP</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/10/fifty-foot-woman-demo-ep/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;&quot; src=&quot;http://2.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/ST-uaBGMVoI/AAAAAAAAAFQ/L0qxZdfq-6c/s200/l_047d4ed59bfa44735eb227c057edcc74.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5278129050295752322&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5278129050295752322&quot;&gt;rok wydania: 2008&lt;br&gt;
gatunek: stoner&lt;br&gt;
wydawca: Fifty Foot Woman&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;W zeszłym roku, mniej więcej o tej porze narzekałem, że w polskim stoner rocku niewiele się dzieje. Jednak od tamtego czasu sporo się zmieniło. Na dobre. Wreszcie się coś ruszyło (choć dezaktywacja Oregano Chino to zbrodnia przeciwko ludzkości). Powstały nowe projekty, ja dogrzebałem się do tych starszych. Jednym z nich (tych nowych) jest właśnie ta lublińska załoga.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Inspiracje mają naprawdę przednie – od Orange Goblin przez klasyków i bogów, czyli kyussa aż do absolutnych mistrzów, czyli Black Sabbath. I zero wieśniactwa, tak obecnego w polskim stonerze.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Słychać, że chłopaki czają kult i świetnie się czują w tej (bądź co bądź mocno wyeksploatowanej) konwencji, co dziwnym nie jest, bo na przykład pan basista, Domelius, prywatnie zajmuje się promocją takiego grania w lubelskim radiu Centrum. To tyle tytułem wstępu. Czas stawić czoła pięćdziesięciostopowej kobiecie.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Pierwszym, co wali po uszach jest groove. Potężniasty groove. I potężne gitary. Jeśli gitary atakują swoim brzmieniem, to oznacza jedno. Produkcja jest dobra, jak na płytę wydaną samemu i do tego jeszcze debiut, nawet bardzo dobra. Drugim, a właściwie trzecim, co rzuca się w uszy to wokal. Pan wokalista śpiewa bardzo siłowo i mocno, no mnie to nie przekonuje, choć idzie się przyzwyczaić.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Pustynny klimat słychać w otwierającym &lt;i style=&quot;&quot;&gt;The Beginning of What’s Not About to Happen/The Hitchhiker&lt;/i&gt; (nie tylko za sprawą pierwszej części tytułu). Bardziej klasycznie robi się w &lt;i style=&quot;&quot;&gt;the Black Hills&lt;/i&gt;. Tu słychać przede wszystkim Orange Goblin przyprawione Black Sabbath (gitary). Fajnym patentem okazało się powielenie wokalisty i zwolnienie kawałka tak, że znalazł się w doomowych okolicach.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Najlepsze zostawili na koniec. &lt;i style=&quot;&quot;&gt;&lt;span style=&quot;&quot; lang=&quot;EN-US&quot;&gt;The Blessing Of Non-Existence&lt;/span&gt;&lt;/i&gt; &lt;span style=&quot;&quot; lang=&quot;EN-US&quot;&gt;to prawdziwy stonerowy walec rozjeżdżalec.&lt;/span&gt; Potężny, dostojny, niszczący. Po prostu miodzio. Szkoda tylko, że po 17 minutach płytka się kończy.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Pięćdziesięciostopowej kobiecie można zarzucić dwie rzeczy: brak oryginalności i słaby akcent wokalisty. Co do pierwszej kwestii, w stonerze bycie super oryginalnym nie jest najważniejsze i w tym przypadku takie klasyczne granie jest absolutnie w porządku. Codo sprawy drugiej: nie lubię wokalistów śpiewających ze słowiańskim, twardym akcentem. Może jakiś ekspresowy kurs wymowy? Choć z drugiej strony ma to jakiś perwersyjny urok.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Elvisom wreszcie rośnie mocna konkurencja (bo po dezaktywacji Oregano Chino było w tej materii bardzo biednie). I dobrze, bo czas najwyższy&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;b style=&quot;&quot;&gt;Ocena: 7/10&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 10 Dec 2008 12:58:10 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/10/fifty-foot-woman-demo-ep/</guid><category>recenzje</category><category>stoner</category></item><item><title>Zmiany, zmiany, zmiany</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/02/zmiany-zmiany-zmiany/</link><description>&lt;p&gt;Zmieniłem szablon. A to dopiero pierwszy krok do odświeżenia bloga, ale na czym będzie ono polegał jest na razie tajemnicą.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 02 Dec 2008 23:02:00 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/12/02/zmiany-zmiany-zmiany/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Isobel Campbell &amp; Mark Lanegan - 29.11.2008; Filharmonia Łódzka, Łódź</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/30/isobel-campbell-mark-lanegan-29-11-2008-filharmonia-lodzka-l/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;http://2.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/STMR9QBrwqI/AAAAAAAAAFI/nM4BqogHRXc/s1600-h/Obraz+0072.jpg&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 218px; height: 163px;&quot; src=&quot;http://2.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/STMR9QBrwqI/AAAAAAAAAFI/nM4BqogHRXc/s200/Obraz+0072.jpg&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5274579332552704674&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5274579332552704674&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Dulli obiecał, że wróci w 2010 roku. Lanegan niczego nie obiecywał i przyjechał już 3 miesiące po koncercie The Gutter Twins. Nie do Warszawy, a do Łodzi i w towarzystwie Isobel Campbell. Czy raczej trzeba było napisać: Isobel Campbell przyjechała do Łodzi z Markiem Laneganem, by swoim występem uświetnić otwarcie kolejnej edycji Festiwalu Camerimage. Dlatego miejsce było dość nietypowe, bo koncert odbył się w Filharmonii Łódzkiej.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Z półgodzinnym opóźnieniem wyszli na scenę i przenieśli Filharmonię w inny, magiczny, choć nie bajkowy świat. I już od pierwszych sekund &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Seafaring Song&lt;/i&gt; objawiła się największa zaleta sali koncertowej. Świetna akustyka (co jest dość oczywiste, bo to przecież Filharmonia), wszystko było słychać idealnie, każdy dźwięk, każdą przeszkadzajkę, każde słowo. Wszystko. Żadnych zgrzytów, buczeń, nie za głośno. Och, gdyby każdy koncert był tak nagłaśniany, życie byłoby piękniejsze.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Jak już napisałem zaczęli &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Seafaring Song&lt;/i&gt;, a zaraz po nim sięgnęli do początku &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Ballad Of Broken Seas&lt;/i&gt;, czyli do &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Deus Ibi Est&lt;/i&gt;, po którym wrócili do nowej płyty, grając posuwiste &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Who Built the Road&lt;/i&gt;. I teraz nadszedł czas na jedną z niespodzianek wieczoru: &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Creeping Coastline of Light&lt;/i&gt; z &lt;i style=&quot;&quot;&gt;I’ll Take Care of You&lt;/i&gt; Marka, jego najdoskonalszej płyty. Pięknie zagrane (ale gdyby zagrali &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Carry Home&lt;/i&gt; byłoby jeszcze piękniej), wzruszająco, dokładnie tak, jak na płycie, no prawie, bo Isobel dośpiewywała chórki. I tu na chwilę się zatrzymamy przy tak zwanych technikaliach.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Isobel oprócz śpiewania grała na wiolonczeli i w &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Come on over (Turn me On)&lt;/i&gt; na klawiszach, a także na różnych przeszkadzajkach, no i okazało się, że to ona tak ładnie gwizdała na płytach. Swoim głosem hipnotyzowała nie mniej niż Mark, który jak zwykle stał przyklejony do mikrofonu. Tym razem nie nieruchomo, bo nawet czasem poruszał się w rytm. Poza tym wydawał się rozmowniejszy niż zwykle, to znaczy powiedział cokolwiek (na przykład „thank you” po &lt;i style=&quot;&quot;&gt;The Circus Is Leaving Town&lt;/i&gt;) i wyluzowany, bo na przykład coś tam sobie poszeptał z Isobel. I tu może poruszę temat drażliwy dla niektórych, ale po tym, jak na siebie patrzyli (tak, bo Mark, gdy nie śpiewał patrzył na Isobel), dochodzę do wniosku, że musi ich łączyć coś więcej niż tylko wspólne płyty, ale dalsze rozwijanie tego tematu pozostawmy serwisom plotkarskim (jeśli wiedzą, kim są Campbell i Lanegan).&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Isobel i Laneganowi towarzyszyli świetni instrumentaliści. Klawiszowiec co jakiś czas zamieniał się miejscami z basistą, który grał też na perkusjonaliach i gitarach sidle (lap i pedal steel) albo na gitarze (tak, jak zresztą i klawiszowiec). Gitarzysta i perkusista też grali bez zarzutu. Sekcję smyczkową (inną niż wiolonczela) puszczali z taśmy.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Na &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Saturday’s Gone&lt;/i&gt; Mark zszedł ze sceny, ale zaraz wrócił na jeden z najmocniejszych momentów koncert, &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Back Burner&lt;/i&gt;. Nie zabrakło też nowości, zagrali &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Rambling Rose, Clinging Vine&lt;/i&gt; z dopiero co wydanej EPki i &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Free to Walk&lt;/i&gt;, niestety nie wiem, czy to ich piosenka, czy czyjś cover. (&lt;i style=&quot;&quot;&gt;Do You Wanna) Come Walk With Me?&lt;/i&gt; zabrzmiało jeszcze bardziej kusząco niż na płycie. Podstawowy set zakończyli niesamowitą wersją &lt;i style=&quot;&quot;&gt;The Circus is Leaving Town&lt;/i&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Tę chwilę wykorzystam znów na małą obserwację. Isobel w pewnym sensie przypominała mi Polly Harvey, obydwie skromne, zawstydzone, zagubione na scenie. Isobel na dodatek wydawała się być bardzo spięta, nawet raz weszła zupełnie nie wtedy, gdy powinna, zapominając, że akurat w tym momencie powinien śpiewać sam Lanegan.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Wrócili po bardzo krótkiej przerwie (prawie tak krótkiej, jak Franz Ferdinand). Najpierw sami instrumentaliści, którzy zaczęli grać &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Revolver&lt;/i&gt;, a po chwili dołączyli do nich Mark i Isobel. A potem… Potem nastąpił kolejny z niesamowicie magicznych momentów. &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Come On Over (Turn Me On)&lt;/i&gt;, zabrudzone, nieokiełznane, niesamowite. Dołożyli jeszcze na &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Ramblin’ Man&lt;/i&gt; i na koniec &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Wedding Dress&lt;/i&gt;, znów Marka, niesamowicie drapieżne, z jednej strony niepasujące do reszty piosenek, a z drugiej idealne na zakończenie tego wieczoru.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Campbell i Lanegan zagrali koncert pełen napięcia, magii i piękna. Nie ma dziś tak elektryzującego duetu, jak ich dwoje. Chcę jeszcze raz.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;PS. Lokalizacja tego koncertu w Filharmonii miała też jedną wadę. Publiczność reagowała dość anemicznie, prawdopodobnie z powodu powagi miejsca.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;PS2. Luiza bardzo chciała być wymieniona w tym tekście, niniejszym to czynię.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 30 Nov 2008 23:30:23 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/30/isobel-campbell-mark-lanegan-29-11-2008-filharmonia-lodzka-l/</guid><category>koncerty</category></item><item><title>Isobel Campbell &amp; Mark Lanegan - Ramblin' Man</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/29/isobel-campbell-mark-lanegan-ramblin-man/</link><description>&lt;p&gt;&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/KgD-sT9rcV0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/KgD-sT9rcV0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Tak, jak w przypadku The Gutter Twins, klip umieszczam z okazji dzisiejszego koncertu. Już nie mogę się doczekać. Lanegan po raz trzeci!!&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 29 Nov 2008 11:54:16 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/29/isobel-campbell-mark-lanegan-ramblin-man/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Franz Ferdinand, Kissogram - 19.11.2008; Stodoła, Warszawa</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/21/franz-ferdinand-kissogram-19-11-2008/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;&quot; src=&quot;http://4.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SSa8t9jAUUI/AAAAAAAAAFA/sL_o2ybTi-Q/s200/IMG_0686.JPG&quot; alt=&quot;&quot; id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5271107911685263682&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5271107911685263682&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Znów nie wiem, od czego zacząć. Obserwacje socjologiczne były już dwa razy, więc mógłbym od nich zacząć, ale tym razem wyszłoby, że jestem zgryźliwy, więc nie. Tym razem zacznę po prostu od supportu.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;A ta rola przypadła Niemcom z Kissogram, których mógłbym pominąć milczeniem, bo było bardzo słabo. Nudne, wtórne i pretensjonalne granie. Jednak współkoncertowiczom się podobało bardzo, więc na tym zakończę pastwienie się nad nimi i przejdę do tego, co interesuje nas najbardziej, czyli do występu Szkotów.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Szkotów, którzy zostali przywitani bardzo entuzjastycznie, trochę mi się to skojarzyło z Beatlemanią, te wszystkie piszczące dziewczęta. Zaczęli od nowości, &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Bite Hard&lt;/i&gt;. Bardzo fajnej nowości (zresztą tak, jak i inne nowe piosenki zaprezentowane w środę) i po niej od razu wielki hit, &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Do You Want To?&lt;/i&gt;. Cała Stodoła śpiewała razem z Alexem i robiła to, co do muzyki Franz Ferdinand robi się najlepiej, czyli baunsowała. Cóż to była za impreza.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Po &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Do You Want To&lt;/i&gt; przyszedł czas na jedną z czterech piosenek, na które najbardziej czekałem, czyli &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Matinée&lt;/i&gt;. Znów odśpiewaną przez dwa tysiące gardeł. I jeszcze, jakby tego było mało, zaraz potem zagrali drugą piosenkę z mojej listy życzeń, &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Walk Away&lt;/i&gt;. Wiedziałem, że ten wieczór będzie niesamowity.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Teraz przesuwamy się kilka rozbujanych piosenek do przodu i zatrzymujemy się przy &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Take Me Out&lt;/i&gt;, niekwestionowanym największym przeboju grupy, również wybaunsowanym i wyśpiewanym przez wszystkich, a po drodze w &lt;i style=&quot;&quot;&gt;40’&lt;/i&gt; Alex pobawił się w wodzireja i wdał się w śpiewany dialog z publicznością. Jedno trzeba mu oddać, charyzmę ma ogromną, potrafi porwać tłumy tylko jednym słowem.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Na zakończenie zasadniczej koncertu wyciągnęli z rękawa największego asa, czyli &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Michael&lt;/i&gt;, swoją najlepszą piosenkę. I piosenkę, na którą najbardziej czekałem. Radość osiągnęła swój zenit, energia roznosiła Stodołę, ale zeszli ze sceny. Co oczywiście nie znaczyło końca koncertu, bo minęło raptem 50 minut, może nawet troszkę mniej. I wrócili, po podejrzanie krótkiej przerwie na bis, który nie wszyscy uważają za bis.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Najpierw wyszedł sam Alex, więc wiadomym było, że zagrają &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Jacqueline&lt;/i&gt; i tak rzeczywiście było. Potem sięgnęli do otwieracza drugiej płyty, &lt;i style=&quot;&quot;&gt;The Fallen&lt;/i&gt;. Jeszcze tylko &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Outsiders&lt;/i&gt; z końcowym minijamem całej czwórki (a nawet piątki, bo przyszedł techniczny) na perkusji. I koniec? Nie! Bo jeszcze zagrali elektryzującą wersję &lt;i style=&quot;&quot;&gt;This Fire&lt;/i&gt;. Grali tak, jakby chcieli, by Stodoła naprawdę stanęła w płomieniach. I to był już naprawdę koniec.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;Nie spodziewałem się aż takiego ładunku energii i taneczności. Było niesamowicie od początku do samego końca. Żałować można tylko, że zabrakło &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Auf Achse&lt;/i&gt;, no i że skończyło się tak szybko. Choć nie wiem, czy byłbym w stanie przetańczyć kolejną godzinę. Bezapelacyjnie jeden z koncertów roku.&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 21 Nov 2008 14:54:19 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/21/franz-ferdinand-kissogram-19-11-2008/</guid><category>koncerty</category></item><item><title>Silver Rocket - 16.11.2008; Studio im. Agnieszki Osieckiej, Warszawa</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/20/silver-rocket-16-11-2008-studio-im-agnieszki-osieckiej-warsz/</link><description>&lt;p&gt;O tym, że Silver Rocket nagrali jedną płyt roku wiadomo od września, musiałem więc sprawdzić ich na żywo. I dzięki dość szczęśliwemu zbiegowi okoliczności udało mi się wybrać do studia imienia Agnieszki Osieckiej (dziękuję mamie Gopala za pamięć).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zaczęli tak, jak na Tesli, od &lt;i&gt;Transatlantic&lt;/i&gt;. Początkowo wyglądało na przypadek, ale okazało się, żę zagrają całego Teslę w kolejności, od początku do końca. Może wydawać się to dziwne, ale pamiętajmy, że koncept album, a to był pierwszy koncert go promujący, no i wreszcie był transmitowany na cały kraj. Pojawili się nawet goście z płyty, czyli na przykład Monika Brodka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obecna inkarnacja Silver Rocket to skład, który wykrystalizował się przy okazji nagrywania &lt;i&gt;Tesli&lt;/i&gt;. Rola frontmana przypadła Tomkowi Makowieckiemu, który oprócz śpiewania gra na gitarze akustycznej, harmonijce, moogu i thereminie. Wokalnie Makowieckiego wspiera Marsija, na niedzielnym koncercie trochę nieobecna, co nie przeszkadzało jej śpiewać jeszcze lepiej niż na płycie. Sekcję tworzą Patryk Stawiński na basie (który jeszcze śpiewa w &lt;i&gt;Vivekananda&lt;/i&gt;) i Marcin Majkowski na bębnach. Tomek Ziętek zajmował się klawiszami, efektami i trąbką. I oczywiście, mózg całego przedsięwzięcia, Marcin Szypura, schowany w cieniu z gitarą, niepozorny. Z gości oprócz Brodki pojawili się Dar Giers, który razem z Patrykiem zaśpiewał &lt;i&gt;Vivekananda,&lt;/i&gt; Julia Ziętek, która przez cały koncert uzupełniała SIlver Rocket skrzypcami oraz Tomek Duda, który zagrał partię fletu w &lt;i&gt;Aflame&lt;/i&gt; i w kilku innych piosenkach sięgnął po saksofon. Personalia mamy już za sobą, czas na sprawdzenie, jak materiał z &lt;i&gt;Tesli&lt;/i&gt; sprawdza się na koncertach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Otóż sprawdza się bardzo dobrze. Zespół rozciąga piosenki, nie boi się improwizacji, choć cały czas pozostaje wierny płytowemu pierwowzorowi. Te jamy to była najsmakowitsza część koncertu, szczególnie w instrumentalnym &lt;i&gt;Aflame&lt;/i&gt;, które jest stworzone do takiego traktowania.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Bardzo zaskoczyła mnie Monika Brodka. Swoim głosem znaczy. Idola nie oglądałem, więc opinię o niej wyrobiłem sobie na podstawie singli, które jakie były, wszyscy wiedzą. A tu taka zaskoczka, prawdziwy, mocny czarny głos. No niech tylko jej ktoś pisze lepsze piosenki, bo głos ma super.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Gdy już zagrali całą płytę, sięgnęli po wcześniejsze piosenki, których, przyznaję się, nie znałem wcześniej, ale bardzo mi się spodobały, tak więc mam wreszcie motywację, by sięgnąć po dwie poprzednie płyty. Na zakończenie, gdy chyba już nie byli na antenie, wróciła Brodka i po raz drugi zagrali &lt;i&gt;Niagara Falls&lt;/i&gt;. I to był już koniec. Koniec bardzo dobrego koncertu, bardzo dobrego zespołu. Zespołu, którym możemy chwalić się przed Brytolami i Amerykanami z czystym sercem, jak to ujął Piotr Stelmach.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 20 Nov 2008 18:49:43 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/20/silver-rocket-16-11-2008-studio-im-agnieszki-osieckiej-warsz/</guid><category>koncerty</category></item><item><title>Monster Magnet, Nebula, Pilgrim Fathers - 15.11.2008; Stodoła, Warszawa</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/20/monster-magnet-nebula-pilgrim-fathers-15-11-2008-stodola-war/</link><description>&lt;p&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 288px; height: 158px;&quot; src=&quot;http://img523.imageshack.us/img523/7514/12mv0.png&quot; alt=&quot;&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Od razu zaznaczam, że dla mnie najważniejszym zespołem wieczoru nie byli Monster Magnet, a Nebula i to dla mnich postanowiłem pójść na ten koncert. I na nich się skupię.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pierwszy support, Brytyjczyków z Pilgrim Fathers słyszałem piąte przez dziesiąte, ale to, co usłyszałem było całkiem przyjemne. Doom ze sporą ilością elektroniki, coś takiego ciągle jest rzadkością. Przypadła im niewdzięczna rola pierwszego supportu, więc nie dość, że grali bardzo krótko, to jeszcze produkowali się przed garsteczką widzów i mieli słabe nagłośnienie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Gdy skończyli na scenę wkroczyła Nebula zahipnotyzowała publiczność (już trochę liczniejszą) swoją mieszanką pustynnego i kosmicznego brzmienia. Zagrali między innymi &lt;i&gt;Aphrodite,&lt;/i&gt; jeszcze fajniej niż na EPce, &lt;i&gt;Instant Gravitation&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Carpe Diem&lt;/i&gt; i przede wszystkim moją ukochaną piosenkę, czyli &lt;i&gt;Giant,&lt;/i&gt; które udało mi się wyprosić przed koncertem u Eddiego (czym będę się chwalił swoim wnukom).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Bardzo zastanawiało mnie, jak poradzą sobie w trójkę, bo przecież na płytach jest bardzo gęsto, a tu mają tylko jedną gitarę. Wybrnęli z tego obronną ręką i brzmieli naprawdę mocarnie, co jest przede wszystkim zasługą Roba Oswalda , który od dawna jest znany jako perkusista o atomowym uderzeniu (wystarczy posłuchać płyt Karma To Burn).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Koncert Nebuli miał jedną zasadniczą wadę. Był krótki. Grali chyba z pół godziny. Och, jakbym chciał, by przyjechali raz jeszcze, ale w roli headlinera. I do jakiegoś mniejszego klubu. Cóż, Eddie powiedział mi, że wrócą, ale wiadomo, jak to jest z takimi deklaracjami,, choć ma ogromną nadzieję, że przyjadą w przyszłym roku, bo już w lutym wchodzą nagrywać materiał na nową płytę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Teraz nadszedł czas, by zmierzyć się z Monster Magnet. Nie jestem ich jakimś fanatykiem, nie znam ich płyt zbyt dobrrze. W każdym razie ich występ nie zachwycił mnie, a nawet rozczarował. Przede wszystkim piosenki brzmiały tak samo (co czasem nie jest zarzutem). Po drugie, wydał mi się ten koncert zupełnie chłodny, nawet z wystudiowanym luzem, zupełnie nie było widać radości z grania. No ale żeby już tak nie narzekać strasznie, wleję łyżkę miodu do tej beczułki dziegciu. Tą łyżką jest &lt;i&gt;Spine Of God&lt;/i&gt;, zagrane na ostatni bis z dość zaskakującym wstawieniem przez Wyndorfa refrenem American Pie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Konkludując, na Nebulę wybiorę się z chęcią jeszcze raz, bo zostawili straszny niedosyt, na Pilgrim Fathers również, a Monster Manget raczej nie. Chyba,że ich następna płyta będzie na miarę &lt;i&gt;Spine Of God&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 20 Nov 2008 15:11:46 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/20/monster-magnet-nebula-pilgrim-fathers-15-11-2008-stodola-war/</guid><category>koncerty</category></item><item><title>Nowy Bruce już za 3 miesiące!</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/20/nowy-bruce-juz-za-3-miesiace/</link><description>&lt;p&gt;The Boss wyda nową płytę 27 stycznia 2009. Album zwać będzie się &lt;i&gt;Workin' On A Dream&lt;/i&gt;, tak jak Bruce'owa piosenka dla Obamy.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
No to czekam.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 20 Nov 2008 14:09:43 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/20/nowy-bruce-juz-za-3-miesiace/</guid><category>muzyczne dywagacje</category></item><item><title>The Freeks - The Freeks</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/15/the-freeks-the-freeks/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://4.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SR7wIQDWM8I/AAAAAAAAAE4/n8NOi3cbkFE/s1600-h/ath-5233.jpg&quot;&gt;&lt;img id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5268912638608683970&quot; style=&quot;FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px&quot; alt=&quot;&quot; src=&quot;http://4.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SR7wIQDWM8I/AAAAAAAAAE4/n8NOi3cbkFE/s200/ath-5233.jpg&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5268912638608683970&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;div&gt;rok wydania: 2008&lt;br&gt;
gatunek: space rock&lt;br&gt;
wydawca: Cargo Records
&lt;p&gt;Pisałem niedawno, że Ruben Romano odszedł z Nebuli. Na szczęście nie zniknął ze sceny muzycznej, tylko powołał do życia nowy projekt, a właściwie stonerową supergrupę, The Freeks właśnie. Supergrupę, bo w The Freeks udzielają/udzielali się oprócz Romano: Scott Reeder, Jack Endino, John McBain, Isaihia Mitchell, Lorenzo Woodrose, Jason Corbin, Bernie Worrell, Andy DuVall, Glen Slater, Carl Horne, czyli mieszanka iście wybuchowa. Choć trzeba zaznaczyć, że McBain był producentem, Reeder inżynierem dźwięku, a reszta wystąpiła bardziej w charakterze muzyków sesyjnych lub jest „touring member”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W jednym z artykułów poświęconych świrom, przeczytałem, że Ruben odszedł z Nebuli, by rozwijać własne pomysły, pójść swoją drogą. Bardzo fajnie, ale na pierwszy rzut ucha tego nie słychać. Po prostu The Freeks brzmią jak Nebula, może tylko bardziej pokręcona, ale reszta bez zmian. Na przykład &lt;i&gt;At the Station&lt;/i&gt; spokojnie mogłaby być na &lt;i&gt;Charged&lt;/i&gt;. Nawet wokal Romano jest podobny. Jednak jest to tylko pierwsze wrażenie, bo gdy już machniemy ręką na powierzchowne podobieństwo The Freeks do Nebuli i wgryziemy się głębiej to usłyszymy…&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Hawkwind i Monster Magnet. Czyli Romano zawsze ciągnęło do space rocka. Zaraz, zaraz, czy ostatnia EPka Nebuli nie jest przypadkiem bardzo space rockowa i Monster Magnetowa? No właśnie jest. Miały być własne pomysły i odcięcie się od Nebuli, a wyszło na to samo, choć może, gdy odchodził w 2006 roku, Ruben nie wiedział, że tak się stanie. Tak czy siak, nie jest to pozytyw tej płyty.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Odrzućmy jednak zarzuty nieoryginalności i skupmy się na zawartości. Jeśli space rock, to wiadomo, psychodela obowiązkowa, pojawiają się też dyskretne, bardzo fajne klawisze (jak na przykład w Lunette), dają też popalić gitarom, a nawet pojawia się miniaturka przypominająca tegoroczne Black Rebel Motorcycle Club (&lt;i&gt;The Tribal Council Adjourn&lt;/i&gt;). &lt;i&gt;Basque In Splendor&lt;/i&gt; to czas na uspokojenie się w tej międzygwiezdnej podróży, mamy więc akustyczne instrumenty, sitar między innymi. Większość kawałków jest oparta na bluesie, ale niekoniecznie jest wolno i dostojnie. No i, oczywiście lata 70. Rządzą, co najbardziej słychać w &lt;i&gt;Lunette,&lt;/i&gt; moim ulubionym utworze na płycie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Debiutu The Freeks słucha się bardzo dobrze, gdy zapomni się o Monster Magnet, Hawkwind i Nebuli. Bo tak, to strasznie rzuca się w uszy wtórność. No i od takich gości spodziewałbym się czegoś oryginalniejszego i zupełnie innego. Niemniej, warto posłuchać.&lt;/p&gt;
&lt;b&gt;Ocena: 6/10&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;
</description><pubDate>Sat, 15 Nov 2008 16:55:58 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/15/the-freeks-the-freeks/</guid><category>recenzje</category><category>rock</category><category>space rock</category><category>stoner</category></item><item><title>Eagles Of Death Metal - Heart On</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/12/eagles-of-death-metal-heart-on/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://4.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SRr1VgxJBEI/AAAAAAAAAEw/QxQSOZZRXi4/s1600-h/eodm.jpg&quot;&gt;&lt;img id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5267792464085320770&quot; style=&quot;FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px&quot; alt=&quot;&quot; src=&quot;http://4.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SRr1VgxJBEI/AAAAAAAAAEw/QxQSOZZRXi4/s200/eodm.jpg&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5267792464085320770&quot;&gt;&lt;/a&gt; rok wydania: 2008&lt;br&gt;
gatunek: rock&lt;br&gt;
wydawca: Downtown Recordings&lt;br&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Eagles of Death Metal wracają, by już po raz trzeci zabrać nas w świat rock ‘n’ rolla i wszystkiego, co z nim związane. Tego fajniejszego (jak zwykle) i tego mniej (po raz pierwszy).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Trzeba przyzwyczaić się do faktu, że Orły stały się pełnoprawnym zespołem. Regularnie wydają płyty (prawie zawsze rok po QOTSA), jeżdżą w trasy, zabierają coraz więcej czasu bardziej znanej połówce duety, czyli Joshowi Homme. I od niego tym razem zaczniemy. Rudzielec, pierwotnie tylko perkusista, po raz pierwszy stojący w cieniu kolegi z dzieciństwa, Jessego Hughesa, lidera zespołu. Na drugiej płycie sięgnął po bas, czasem gitarę, do bębnów wracając okazjonalnie bądź na koncertach (na tych, na których był). Na &lt;i&gt;Heart On&lt;/i&gt; odcisnął bardzo wyraźne piętno. Weźmy &lt;i&gt;High Voltage&lt;/i&gt;, najbardziej jaskrawy przykład. Gitara żywcem wyjęta z &lt;i&gt;Misfit Love&lt;/i&gt;, bas też. I ogólne wrażenie, ale jak już napisałem, to najjaskrawszy przykład.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wpływ Josha to przede wszystkim skomplikowanie prostej łupanki EODM (na przykład synkopowany rytm w &lt;i&gt;(I Used to Couldn’t Dance) Tight Pants&lt;/i&gt;) i wydaje mi się, że też spoważnienie tekstów, przez co czasem zdają się korespondować z tekstami Josha na ostatniej płycie QOTSA. Czyli w pewnym sensie Eagles of Death Metal stali się „Queens of the Stone Age w wersji light”, cytując redaktora Koziczyńskiego. I to mnie trochę boli, bo starałem się ich bronić przed tym krzywdzącym epitetem, bo Eagles of Death Metal to nie tylko (a nawet nie przede wszystkim) Josh. Prawdziwym liderem tego zespołu jest Jesse Hughes.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I dzięki temu, możemy zgrabnie przejść do drugiego Orła, rok starszego od Rudzielca. Jesse Hughes do tej pory śpiewał o seksie i narkotykach (cytując Mike’a z Rachael: „bo o czym można śpiewać, jak nie o seksie i narkotykach), a dokładniej o ich pozytywnych aspektach. Na &lt;i&gt;Heart On&lt;/i&gt; częściej sięga do mroczniejszej strony życia. Często ukrywając to pod zgrabnymi melodiami, jak w &lt;i&gt;How Can a Man with so many Friends Feel so Alone&lt;/i&gt;, choć tutaj poważniejsza zawartość rzuca się w oczy w tytule, ale już w &lt;i&gt;Solo Flights&lt;/i&gt;, piosence mającej chwalić masturbację, Jesse śpiewa &lt;i&gt;no one gets to love me&lt;/i&gt;. Jest też o sławie i zaprzedawaniu duszy, oczywiście w wersji humorystycznej w &lt;i&gt;Wannabe In L.A.&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jesse oczywiście cały czas jest wierny swojej największej muzycznej inspiracji, czyli Stonesom. I tu najbardziej ich słychać, poczynając od &lt;i&gt;Anything ‘cept the Truth&lt;/i&gt; (ach te dziewczęce chórki!), które wiele zawdzięcza Richardsowi, przez &lt;i&gt;Secret Plans&lt;/i&gt; do &lt;i&gt;Pissy Prancin’&lt;/i&gt;, w którym nie dość, że solówka jest zerżnięta od Stonesów, to jeszcze Jesse śpiewa jak Jagger po kwasie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Najciekawiej jest w &lt;i&gt;I’m your Torpedo&lt;/i&gt;, które też wiele zawdzięcza obecności Josha, nie tylko w warstwie wokalnej. O właśnie, to też novum w muzyce EODM, Josh śpiewa, co jeszcze bardziej zbliża ich do QOTSA. Wracając do &lt;i&gt;I’m your Torpedo&lt;/i&gt;, takiej ilości transu w EODM nie słyszałem. Miodzio.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Eagles of Death Metal poważnieją i dojrzewają z płyty na płytę, nagrywają coraz lepsze płyty, nie tracąc jednak dystansu do siebie i humoru, co czyni ich jednym z najlepszych zespołów „czysto” rockowych końca pierwszej dekady XXI wieku, o czym cztery lata temu, nikt o zdrowych zmysłach nie pomyślał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b&gt;Ocena: 9/10&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 12 Nov 2008 16:32:34 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/12/eagles-of-death-metal-heart-on/</guid><category>desert rock</category><category>recenzje</category><category>rock</category></item><item><title>Katy Perry - Hot 'n' Cold</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/12/katy-perry-hot-n-cold/</link><description>&lt;p&gt;&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/y-LhyAVzDBI&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/y-LhyAVzDBI&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Pewnie zapytacie, co ona na robi moim blogu, przecież tu zupełnie nie pasuje. No może i nie pasuje, ale przecież każdy z nas ma swoje grzeszki, lubi coś obciachowego i niekultowego. I ja mam tak z tą piosenką. Po prostu mna owładnęła i koniec. Oto moja najnowsza guilty pleasure, a i popatrzeć też miło.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 12 Nov 2008 14:26:31 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/12/katy-perry-hot-n-cold/</guid><category>muzyczne dywagacje</category></item><item><title>Black Rebel Motorcycle Club - The Effects of 333</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/11/black-rebel-motorcycle-club-the-effects-of-333/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://3.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SRnsSY3e2cI/AAAAAAAAAEo/YKzvQLA3v_o/s1600-h/o1892529.jpg&quot;&gt;&lt;img id=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5267501039843465666&quot; style=&quot;FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px&quot; alt=&quot;&quot; src=&quot;http://3.bp.blogspot.com/_23JAPpjawxs/SRnsSY3e2cI/AAAAAAAAAEo/YKzvQLA3v_o/s200/o1892529.jpg&quot; border=&quot;0&quot; name=&quot;BLOGGER_PHOTO_ID_5267501039843465666&quot;&gt;&lt;/a&gt; rok wydania: 2008&lt;br&gt;
gatunek: ambient&lt;br&gt;
wydawca: Abstract Records&lt;br&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Black Rebel Motorcycle Club mają chyba jakiś sentyment do liczb nieparzystych. Ich pierwsza płyta to najjaśniejszy punkt nowej rockowej rewolucji, druga to powtórzenie formuły debiutu, trzecia, &lt;i&gt;Howl&lt;/i&gt; , to totalne zaskoczenie, bo jest country’owa i akustyczna; ich najlepsza i najpiękniejsza. Czwarta, &lt;i&gt;Baby 81&lt;/i&gt; to znów powrót do rokendrola, ale po &lt;i&gt;Howl&lt;/i&gt;, rozczarowujący. A teraz bez rozgłosu, po cichu duet z San Fransisco wydał piątą płytę. Jak łatwo można się domyślić z toku mojego przydługiego wywodu, jest to płyta dobra.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeśli kochacie BRMC za rokendrolowość, zadziorność, moc, gitary, melodie, lepiej nie sięgajcie po &lt;i&gt;The Effects of 333&lt;/i&gt;, bo to zupełnie inna bajka. Ambient, czyli jeszcze bardziej zaskakująca niż akustyczne granie na &lt;i&gt;Howl&lt;/i&gt;. Zapomnijcie o wokalach i melodii, przywitajcie się ciepło z szumami, trzaskami, buczeniem, efektami, abstrakcją.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;The Effects of 333&lt;/i&gt; ciężko opisać słowami, bo dla mnie to pierwsze poważniejsze spotkanie z taką muzyką. Jedyne, co przychodzi mi na myśl to jakiś soundtrack do postapokaliptycznego filmu. Te szumy, trzaski wywołują uczucie niepokoju i grozy, idealnie pasujące do obrazu zrujnowanej cywilizacji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po 15 minutach znów zaskakują (jakby tych zaskoczeń było mało). &lt;i&gt;And with This Comes&lt;/i&gt; zaczyna się od akustycznej gitary przypominającej… &lt;i&gt;Angie&lt;/i&gt; Stonesów. I dołączają do niej przeróżne efekty. Razem daje to naprawdę niesamowity efekt. Drugie takie wyrwanie z transu to &lt;i&gt;A Twisted State&lt;/i&gt;, które zaskakuje jeszcze bardziej, bo brzmi, jak żywcem wyjęte z &lt;i&gt;Howl&lt;/i&gt; (minus wokale. Coś jak odnalezienie starej płyty (wracając do filmowej interpretacji). Rozwijając dalej porównania filmowe, to nowa płytę Amerykanów można odnieść do świata maszyn w Matrixie lub do jakiegoś filmu grozy rozgrywającego się w wysoce zindustrializowanym otoczeniu. A najlepiej dzieje się w ostatnim utworze, w który wsamplowali cytaty z filmów i życia, dobierając je tak, że postapokaliptyczny pomysł na tę płytę zwycięża i objawia się w całej okazałości.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;The Effects of 333&lt;/i&gt; zaskakują straszliwie, nigdy nie spodziewałbym się, że Black Rebel Motorcycle Club mogą nagrać taką płytę. Strasznie mi się podoba to, że nie trzymają się kurczowo jednej konwencji, zmieniając się powoli we własna karykaturę, jak na przykład AC/DC. Nie, BRMC znów pokazali, że są zespołem o wielu twarzach, którego nie można prosto zaszufladkować. I, co najważniejsze nagrali po prostu świetną płytę, dużo bardziej zaskakującą niż Howl, ale prawie tak samo dobrą. A pomyśleć, że po &lt;i&gt;Baby 81&lt;/i&gt; chciałem ich skreślić…&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b&gt;Ocena: 9/10&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 11 Nov 2008 21:39:37 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/11/black-rebel-motorcycle-club-the-effects-of-333/</guid><category>ambient</category><category>recenzje</category></item><item><title>Waglewski, Fisz, Emade - 6.11.2008, Stodoła, Warszawa</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/08/waglewski-fisz-emade-6-11-2008-stodola-warszawa/</link><description>&lt;p&gt;To było moje drugie spotkanie z klanem Waglewskich w ostatnim tygodniu, bo 31 października byłem na koncercie Voo Voo w Trójce, więc wiedziałem, czego się spodziewać, przynajmniej po nestorze rodu. Luzu i radości grania. I tak też było, ale zacznijmy od początku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na początku pojawił się sam klawiszowiec, Marcin Obijalski i zaczął grać. Po chwili na scenę wyszedł Wojtek i zagrali razem &lt;i&gt;Chromolę&lt;/i&gt;. Dopiero potem dołączył Emade (cichy bohater tego koncertu, ale o tym później) i w trójkę zagrali &lt;i&gt;Dziób pingwina&lt;/i&gt;. Wreszcie pojawił się Fisz, zagrali &lt;i&gt;Niezmiennie&lt;/i&gt; i dopiero wtedy na dobre się zaczęło.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Był to koncert na niesamowitym poziomie. Waglewski, wiadomo, jeden z najlepszych polskich gitarzystów. Kolejny raz potwierdził swoja klasę, wyczyniając z gitarą takie rzeczy, o których inny marzą, wydobywał z niej przepiękne melodie. I nie zagrał ani jednego zbędnego dźwięku. Wszystkie jego solówki idealnie wpisywały się w piosenki. Emade powinien zająć się poważniej bębnieniem, co on wyczyniał… Jego solówka w &lt;i&gt;Zimie&lt;/i&gt;, zagranej na pierwszy bis, trwała dobre 10 minut. I tak jak ojciec, nie zagrał więcej niż powinien. Ileż to razy ludzie podniecają się solówkami na perkusji, które okazują się tak naprawdę zwykłym waleniem w bębny, nie zawsze składnym, a Emade przede wszystkim trzymał rytm, a nie popisywał się bez sensu. W samych piosenkach grał nieszablonowo i przemyślanie, w jego grze było słychać i blues, i jazz, i swing, i zwykły rock. Miodzio. Z Fiszem sprawa miała się troszkę inaczej. Na płycie grał na basie we wszystkich piosenkach, na koncercie tylko w tych, w których nie śpiewał. Gdy stawał za mikrofonem, bas łapał brodaty pan, którego imienia nie pamiętam. Oprócz niego i Marcina trójkę Waglewskich wspierał Bartek Boruta na harmonijce ustnej. I to on był największym zaskoczeniem wieczoru. Gdy tylko zaczynał grać opadały szczęki. W „siedzę na ławce” wdał się w muzyczny dialog z Wojtkiem. Przegrywali się melodiami, coś superasnego. Na początek drugiego, wymęczonego przez publiczność bisu wyszedł tylko on i Marcin. To była cudowna chwila, zagrali prawdziwego bluesa. I ta harmonijka… cudo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Piosenki na koncercie zyskały nowego wymiaru. Na płycie wydawały się takie… zwykłe. Tu zaskakiwały swoją drapieżnością i mocą, a te spokojniejsze zyskały niesamowitą jazzową barwę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kilka razy tak przygrzmocili, że musiałem zbierać szczękę z podłogi. &lt;i&gt;Sport&lt;/i&gt; zabrzmiał jeszcze bardziej ostro i punkowo niż na płycie, a &lt;i&gt;Badminton&lt;/i&gt;, szczególnie, gdy zagrali drugi raz, na sam koniec, zniszczył mnie. I jeszcze Waglewski bawił się w niej gitarą niczym Neil Young, nie wystarczało mu, że miał taką samą gitarę ;).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na początku obawiałem się trochę o frekwencję, bo przecież dali dwa darmowe koncerty we wrześniu. Gdy przybyłem do klubu, ludzi było mało, nawet bardzo mało, ale najwidoczniej gdzieś się pochowali, bo pół godziny później, gdy zaczynał się koncert, sala Stodoły była prawie pełna. Warszawiacy dopisali tym razem. A już najbardziej zaskoczyli mnie długim i wytrwałym wywoływaniem ich na drugi bis, gdy już zapaliły się światła, a z głośników popłynęła muzyka, co zwykle oznacza koniec koncertu. Robili to tak wytrwale, że w końcu Waglewscy złamali się i wrócili.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po wyjściu z klubu, nie wiedziałem, co powiedzieć, strasznie mnie zaskoczyli, na plus oczywiście. To był jeden z najlepszych koncertów w tym roku. Mam ogromną nadzieję, że Męska Muzyka nie będzie ich jedyną płytą, wbrew zapowiedziom samych zainteresowanych. Są jak skarb, którym powinniśmy pochwalić się przed całym światem, bo naprawdę jest czym i zasługują na to, każdy z osobna i wszyscy razem.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 08 Nov 2008 11:57:18 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/11/08/waglewski-fisz-emade-6-11-2008-stodola-warszawa/</guid><category>koncerty</category></item><item><title>Dark Tooth Encounter - Soft Monsters</title><link>http://wiewiur.jogger.pl/2008/10/30/dark-tooth-encounter-soft-monsters/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a onblur=&quot;try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}&quot; href=&quot;http://mrowster.files.wordpress.com/2008/07/darktoothencounter-softmonsters.jpg&quot;&gt;&lt;img style=&quot;margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 204px;&quot; src=&quot;http://mrowster.files.wordpress.com/2008/07/darktoothencounter-softmonsters.jpg&quot; alt=&quot;&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class=&quot;MsoNormal&quot;&gt;rok wydania: 2008&lt;br&gt;
gatunek: desert rock&lt;br&gt;
wydawca:Lexicon Devil Records&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;&quot;&gt;Dark Toth Encounter to najbardziej solowy projekt Gary’ego Arce’a, jednej z najważniejszych postaci sceny Palm Desert. Gary wziął przykład ze swojego przyjaciela Brant Bjorka i postanowił zagrać na wszystkim sam, no, prawie na wszystkim, bo perkusję obsługuje Bill Stinson, znany chociażby z Ten East.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Skoro mamy trochę zarysowany obraz całości, nasuwa się jedno pytanie: czym różni się Dark Tooth Encounter od Yawning Man i Ten East. Po pierwsze, jest powolniejszy, spokojniejszy dostojniejszy, bardziej rozbudowany (pojawiają się klawisze, syntezatory, efekty komputerowe, lap steel), trochę mniej pustynny, a raczej pustynny w inny, mniej oczywisty sposób. Z drugiej strony jest bardzo podobny do tych zespołów. Tak samo piosenki polegają na transowym powtarzaniu motywów, brzmienie gitary jest identyczne. Czy to źle? Nie, bo takiej muzyki, płynącej prosto z serca, szczerej nigdy za wiele.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Alloy Pop&lt;/i&gt; gitara czasem przypomina &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Jaded&lt;/i&gt; Aerosmith. &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Weeping Pine&lt;/i&gt; jest przecudownie płaczliwe i autentycznie wzruszające. &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Deep Sleep Flower&lt;/i&gt; to prawdziwie pustynne granie, za które uwielbiam Gary’ego. Bardzo dobra piosenka, wyjątkowa na tej płycie, mogłaby się znaleźć na &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Extraterrestrial Highway&lt;/i&gt;. &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Hyper Air&lt;/i&gt; chyba najlepsza w zestawie, z ciekawymi klawiszami i bardzo wzruszająca, po prostu najciekawsza. Kończący płytę &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Engine Drone&lt;/i&gt; to prawdziwy odlot, transowy, ale ciekawy, nienużący, dynamiczny, idealny na zakończenie płyty.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tytuły utworów są mówiące. Jeśli mamy mieć &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Płaczące sosny&lt;/i&gt; to, gitara zawodzi, wyje, płacze. Jeśli &lt;i style=&quot;&quot;&gt;Pomruk silnika&lt;/i&gt;, to są uwypuklone doły. A, i oczywiście jest to płyta całkowicie instrumentalna. Zero głosu. Utworów jest tylko siedem, ciężko coś o nich napisać konkretnego, bo w tym przypadku słowa nie wystarczają. Nie potrafię opisać tego piękna, po prostu mnie to przerasta. Niesamowita płyta i dowód na to, że Gary ma jeszcze wiele do pokazania (a jeszcze przede mną odsłuch nowego Ten East, w tym roku Gary wydaje jeszcze dwie płyty). Jedna z płyt roku? Na pewno.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;b style=&quot;&quot;&gt;Ocena: 9/10&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 30 Oct 2008 00:49:06 +0100</pubDate><guid>http://wiewiur.jogger.pl/2008/10/30/dark-tooth-encounter-soft-monsters/</guid><category>desert rock</category><category>recenzje</category></item></channel></rss>
