wieczur@jabberpl.org


The Freeks - The Freeks

Wpis na 0. poziomie, wysłany 15 listopada 2008 o 16:55:58

rok wydania: 2008
gatunek: space rock
wydawca: Cargo Records

Pisałem niedawno, że Ruben Romano odszedł z Nebuli. Na szczęście nie zniknął ze sceny muzycznej, tylko powołał do życia nowy projekt, a właściwie stonerową supergrupę, The Freeks właśnie. Supergrupę, bo w The Freeks udzielają/udzielali się oprócz Romano: Scott Reeder, Jack Endino, John McBain, Isaihia Mitchell, Lorenzo Woodrose, Jason Corbin, Bernie Worrell, Andy DuVall, Glen Slater, Carl Horne, czyli mieszanka iście wybuchowa. Choć trzeba zaznaczyć, że McBain był producentem, Reeder inżynierem dźwięku, a reszta wystąpiła bardziej w charakterze muzyków sesyjnych lub jest „touring member”

W jednym z artykułów poświęconych świrom, przeczytałem, że Ruben odszedł z Nebuli, by rozwijać własne pomysły, pójść swoją drogą. Bardzo fajnie, ale na pierwszy rzut ucha tego nie słychać. Po prostu The Freeks brzmią jak Nebula, może tylko bardziej pokręcona, ale reszta bez zmian. Na przykład At the Station spokojnie mogłaby być na Charged. Nawet wokal Romano jest podobny. Jednak jest to tylko pierwsze wrażenie, bo gdy już machniemy ręką na powierzchowne podobieństwo The Freeks do Nebuli i wgryziemy się głębiej to usłyszymy…

Hawkwind i Monster Magnet. Czyli Romano zawsze ciągnęło do space rocka. Zaraz, zaraz, czy ostatnia EPka Nebuli nie jest przypadkiem bardzo space rockowa i Monster Magnetowa? No właśnie jest. Miały być własne pomysły i odcięcie się od Nebuli, a wyszło na to samo, choć może, gdy odchodził w 2006 roku, Ruben nie wiedział, że tak się stanie. Tak czy siak, nie jest to pozytyw tej płyty.

Odrzućmy jednak zarzuty nieoryginalności i skupmy się na zawartości. Jeśli space rock, to wiadomo, psychodela obowiązkowa, pojawiają się też dyskretne, bardzo fajne klawisze (jak na przykład w Lunette), dają też popalić gitarom, a nawet pojawia się miniaturka przypominająca tegoroczne Black Rebel Motorcycle Club (The Tribal Council Adjourn). Basque In Splendor to czas na uspokojenie się w tej międzygwiezdnej podróży, mamy więc akustyczne instrumenty, sitar między innymi. Większość kawałków jest oparta na bluesie, ale niekoniecznie jest wolno i dostojnie. No i, oczywiście lata 70. Rządzą, co najbardziej słychać w Lunette, moim ulubionym utworze na płycie.

Debiutu The Freeks słucha się bardzo dobrze, gdy zapomni się o Monster Magnet, Hawkwind i Nebuli. Bo tak, to strasznie rzuca się w uszy wtórność. No i od takich gości spodziewałbym się czegoś oryginalniejszego i zupełnie innego. Niemniej, warto posłuchać.

Ocena: 6/10

dodaj komentuja | recenzje rock space rock stoner |