wieczur@jabberpl.org


Duffy - Rockferry

Wpis na 0. poziomie, wysłany 11 maja 2008 o 15:20:21

rok wydania: 2008
gatunek: pop, soul
wydawca: Mercury Records

Amy Winehouse zmieniła oblicze brytyjskiej muzyki rozrywkowej. Swoją fenomenalna płytą Back to Black odesłała do lamusa girls bandy w stylu Sugababes, przywróciła lata 60. i stała się inspiracją i katalizatorem dla fali młodych piosenkarek, zwanych po prostu the New Amys. Tak, Duffy jest jedną z nich.

Bez porównań do pani Winehouse oczywiście się nie obędzie. Muzyka Duffy jest mniej bluesowa, mniej zadziorna niż Amy. Więcej tu popu z lat 60 niż czarnej muzyki, czemu nie można się dziwić, bo Duffy to urocza blondynka przypominająca Brigitte Bardot, czy, jak chcą jej rodacy, Dusty Springfield. Nie dysponuje też tak charakterystycznym, skrzekliwym głosem. To znaczy, nie w takim stopniu. Ogólny zarys już znamy, czas przejść do szczegółów.

Nie przypadkiem na singiel wybrano Mercy. Najbardziej przebojowy, najbardziej taneczny i, co chyba najważniejsze, najbardziej przypominający Amy. Nie jest to oczywiście chamska zrzynka, ale po prostu najbardziej słychać charakterystyczną chrypkę w głosie. Początek przypomina Stand by Me, a pod koniec pojawia się harmonijka żywcem wyjęta z Gimme Shelter Stonesów.

Sjaojarzenie z Największym Zespołem Wszechczasów budzi też pierwszy singiel z płyty, czyli tytułowe Rockferry. Tym razem gitara brzmi bardzo Stonesowi. W solówce, bo tak poza tym, to ta piosenka spokojnie mogłaby zostać napisana w latach 60.

Tak, lata 60. są motywem przewodnim tej płyty. Produkcja, klimat, melodie, brzmienie. Wszystko to przywodzi na myśl tamte odległe lata. Retro pełną gębą, ale udane, nie to, co The White Stripes, czy całą ta nowa rockowa rewolucja. Nie, tu wszystko jest z klasą.

Nowoczesne akcenty pojawiają się w Serious i Mercy. To mówione partie na początku piosenek. I tyle. Reszta płyty – wiadomo. Rockferry przypomina czasem płyty Joss Stone, która też siedzi w przeszłości, ale bardziej w soulu. Tak, soul też tu słychać. W takim Syrup & Honey na przykład.

Płyta ładnie wchodzi do głowy, z głośników sączy się ta leniwa muzyka, ładnie buja, zachęca do tańca z piękną dziewczyną, najlepiej tą jedyną. Z drugiej strony potrafi ukoić skołatane nerwy po stresującym dniu.

Można narzekać, że Duffy śpiewa podobnie do Winehouse, że jest Amy w wersji light, bez zadziorności, bez skandali, delikatniejsza. Można. Ale nie można jej zarzucić, że nagrała słabą płytę. Nagrałaświetny debiut, który podoba mi się tak samo, jak Back to Black, a może nawet bardziej.

 

Ocena: 8/10

10 komentujów | pop recenzje soul |