Wpis na 0. poziomie, wysłany 18 października 2008 o 23:59:13
rok wydania: 1995
gatunek: rock
wydawca: Columbia Records
Dziś mija rok od założenia tego bloga, więc jest to najlepsza okazja, bym znów sięgnął po album bardzo ważny dla mnie. Tym razem zamiast oczywistości będzie album niesamowicie ważny, ale przez długi czas zapomniany. I tak, wiem, że to jest kompilacja, ale zacznijmy od początku.
Wszystko zaczęło się w 1995 roku. Moi rodzice, fani Bossa, kupują Greatest Hits, jeszcze na kasecie, żeby można jej było słuchać w samochodzie. Od tamtej pory Bruce towarzyszył mi w każdej podróży samochodem, ale także w domu odtwarzany w nieskończoność. A potem zająłem się dorastaniem. I zapomniałem o Nim na długi czas.
Przypomniałem sobie na dobre dopiero w zeszłym roku, kiedy ten album znów pojawił się u nas w domu, tym razem w wersji kompaktowej. Postanowiłem sobie go posłuchać, a wtedy uświadomiłem sobie, że wszystko znam, że niczego nie zapomniałem przez te kilka lat bez Niego. Każdy dźwięk wrył mi się w pamięć, gdy byłem małym szkrabem i pozostał tam do dziś.
Sam wybór piosenek jest oczywisty. Same wielkie hity od Born to Run do Streets of Philadelphia, a do tego jeszcze cztery całkiem nowe piosenki. Czyli jest i coś, dla tych, którzy dopiero przygodę z Bruce’em zaczynają, jak i dla tych, którzy kochają go miłością wielką (jak ja). Układ jest chronologiczny, czyli zaczynamy od nieśmiertelnego Born to Run, które od 1975 roku nie postarzało się ani o sekundę i nadal wyraża uczucia młodych ludzi chcących się wyrwać się ze swoich małych mieścin. I ten saksofon… po prostu rozpływam się, przenoszę się w czasie i przestrzeni do New Jersey ’75. W to samo miejsce zabiera mnie Thunder Road też z Born to Run. Badlands to takie tańcowanie w rytmach rock’n’rolla, ale z głębszym przesłaniem, tak charakterystycznym dla Bossa, dla którego słowo zawsze było bardzo ważne. The River, piosenka opowieść w stylu Dylana, przepiękna, ale i smutna. Hungry Heart to pierwszy singel Springsteena, który dotarł na sam szczyt Billboardu. Wiadomo, czemu. Świetna melodia, wyrazista perkusja, wszyscy to uwielbiają.
Przy Atlantic City zatrzymam się na chwilkę, bo to moja ukochana piosenka Bossa ever. Mógłbym policzyć na palcach jednej ręki piosenki, które działają na mnie tak, jak ona. Mogę jej słuchać bez końca. Niesamowicie smutna piosenka i bardzo nietypowa, jak na Bruce’a, ale już o tym pisałem przy okazji Nebraski, z której pochodzi, choć może napiszę o tym jeszcze raz. Tu jest tylko On i gitara, nic więcej. I jeszcze ten pogłos, który po prostu niszczy. Absolut? Tak, z całą pewnością. I pomyśleć, że to miała być tylko wersja demo, bo Bruce początkowo chciał nagrać Nebraskę z E Street Band.
Teraz zatrzymujemy się na stacji Born In the U.S.A., czyli najbardziej znanym albumie Bossa. Był rok ’84, więc mamy lata osiemdziesiąte pełną gębą. Wielokrotnie już pisałem, co myślę o tamtych latach. Krótko mówiąc: ssą. Jednak Springsteen jest tu wyjątkiem. Jego muzyka z lat osiemdziesiątych, mimo że ma wszystkie wady tamtych lat, czyli plastikowe brzmienie, kiczowatość, przeładowanie syntezatorami, to jednak nadal ją kocham, bo to Bruce i muzyka mojego dzieciństwa.
Z tego albumu (który był pierwszym albumem wydanym na płytach CD wyprodukowanych w USA, a nie sprowadzanych z Japonii, taka mała ciekawostka) na Greatest Hits trafiły aż cztery piosenki, więcej niż z jakiegokolwiek innego albumu. Mamy Dancing In The Dark, utwór tytułowy, My Hometown i Glory Days, wszystkie bardzo bruce’owe i bardzo ejtisowe. I każda z nich była singlem. Każdy zna przynajmniej Born In the U.S.A., którą wielu Amerykanów uważa za pochwałę kraju gwiaździstego sztandaru, cóż, chyba za bardzo się nie wsłuchiwali w tekst, bo jest to piosenka o tym, że w Ameryce wcale nie jest tak fajnie, jak się ludziom wydaje.
Brilliant Disguise to ostatni przystanek w latach osiemdziesiątych. Już mniej plastikowy niż czwórka z Born In the U.S.A., ale nadal ejtisowy. W latach 90 wita Human Touch jedna z moich ulubionych ballad Bossa. Better Days – równie spokojne, choć z Bruce’em nie mruczącym tekst, a wydzierającym sobie struny. Wreszcie Streets of Philadelphia, oscarowa piosenka, mająca w sobie delikatny posmak poprzedniej dekady.
I w końcu to, co dla starych fanów Bossa jest najważniejsze, czyli cztery nowe piosenki. Dwie z nich, Murder Incorporated i This Hard Land Springsteen napisał w 1982 roku, pierwsza miała nawet trafić na Born In The U.S.A. Dwie to kompozycje całkowicie nowe. Secret Garden - leniwa ballada, typowa dla Bossa z lat 90. Podobna troszkę do Streets Philadelphia, ale jeszcze ładniejsza, z lekko jazzowym feelingiem. Blood Brothers to powrót do folku, ale w większym gronie, bo z E Street Band.
I to już koniec tej muzycznej wędrówki do moich korzeni. Od Born to Run do This Hard Land, zabrakło na tej kompilacji dwóch pierwszych płyt Bossa, ale nie czyni jej to niepełną, bo dla mnie jest to składanka doskonała.