The Black Angels - Directions to See a Ghost
rok wydania: 2008
gatunek: rock
wydawca: Light In The Attic Recods
Podczas, gdy szczytem lansu jest zachwycanie się latami 80., kiczem, słuchanie new romantic, Prince’a i innych wynalazków, które lepiej wymazać z historii ludzkości, a indie-zespoły, żeby zostać zauważonymi przez media muszą przyznawać się do fascynacji tamtą nieszczęsną dekadą, The Black Angels konsekwentnie idą własną drogą.
Ta droga nazywa się lata 60., a konkretniej The Velvet Underground, choć znajdzie się na niej i miejsce na The Doors. Mamy więc mniej więcej zarysowany obraz całości. Będą średnie, majestatyczne, marszowe tempa, monotonia, różne hałasy, dziwaczne dźwięki. Jednym słowem psychodela. Co bystrzejsi doszli do tego wniosku patrząc tylko na okładkę. Drugie słowo-klucz to trans, spotęgowany plemiennymi zaśpiewami, brzmieniem, soczyście dźwięczącymi bębnami.
Płyta wchodzi do głowy bardzo łatwo i na długo tam zostaje właśnie dzięki tej dawce psychodelii, która przenosi nas w różne miejsca i czasy. Również dzięki przewrotnej przebojowości, jak w 18 years ze świetnymi klawiszami.
Zaskakujące jest to, ze czasem słychać podobieństwa do Skalarów, mieczyków, neonków Myslovitz. Pewnie to wynik wspólnych inspiracji, bo przecież wydaje się niemożliwe, by Teksańczycy słyszeli ich płytę.
Directions to see a ghost ma jedną wadę. Dla jednych dość poważną, dla innych pewnie nie tak bardzo. Brzmi jak ich debiut Passover. Wszystko, piosenki, brzmienie, instrumenty. Gdyby puścić komuś, kto nie zna zbyt dobrze ich twórczości, po sobie np. Vikings i Manipulation, to na milion procent pomyślałby, że to z jednego albumu są piosenki.
Mnie to jakoś bardzo nie przeszkadza, choć uważam, że zespoły powinny się rozwijać, kombinować z brzmieniem. Może druga płyta to za wcześnie na takie eksperymenty, a i tak minus jeden punkcik.
Ocena: 7/10

