wieczur@jabberpl.org


The Black Angels - Directions to See a Ghost

Wpis na 0. poziomie, wysłany 20 czerwca 2008 o 20:35:23

rok wydania: 2008
gatunek: rock
wydawca: Light In The Attic Recods

Podczas, gdy szczytem lansu jest zachwycanie się latami 80., kiczem, słuchanie new romantic, Prince’a i innych wynalazków, które lepiej wymazać z historii ludzkości, a indie-zespoły, żeby zostać zauważonymi przez media muszą przyznawać się do fascynacji tamtą nieszczęsną dekadą, The Black Angels konsekwentnie idą własną drogą.

Ta droga nazywa się lata 60., a konkretniej The Velvet Underground, choć znajdzie się na niej i miejsce na The Doors. Mamy więc mniej więcej zarysowany obraz całości. Będą średnie, majestatyczne, marszowe tempa, monotonia, różne hałasy, dziwaczne dźwięki. Jednym słowem psychodela. Co bystrzejsi doszli do tego wniosku patrząc tylko na okładkę. Drugie słowo-klucz to trans, spotęgowany plemiennymi zaśpiewami, brzmieniem, soczyście dźwięczącymi bębnami.

Płyta wchodzi do głowy bardzo łatwo i na długo tam zostaje właśnie dzięki tej dawce psychodelii, która przenosi nas w różne miejsca i czasy. Również dzięki przewrotnej przebojowości, jak w 18 years ze świetnymi klawiszami.

Zaskakujące jest to, ze czasem słychać podobieństwa do Skalarów, mieczyków, neonków Myslovitz. Pewnie to wynik wspólnych inspiracji, bo przecież wydaje się niemożliwe, by Teksańczycy słyszeli ich płytę.

Directions to see a ghost ma jedną wadę. Dla jednych dość poważną, dla innych pewnie nie tak bardzo. Brzmi jak ich debiut Passover. Wszystko, piosenki, brzmienie, instrumenty. Gdyby puścić komuś, kto nie zna zbyt dobrze ich twórczości, po sobie np. Vikings i Manipulation, to na milion procent pomyślałby, że to z jednego albumu są piosenki.

Mnie to jakoś bardzo nie przeszkadza, choć uważam, że zespoły powinny się rozwijać, kombinować z brzmieniem. Może druga płyta to za wcześnie na takie eksperymenty, a i tak minus jeden punkcik.

Ocena: 7/10

12 komentujów | psychodelia recenzje rock |

Earthless - Sonic Prayer

Wpis na 1. poziomie, wysłany 09 stycznia 2008 o 12:26:40

rok wydania: 2005
gatunek: psychodelia
wydawca: Tee Pee Records

Uogólniając stoner rock dzieli się na 3 główne podgatunki: desert rock (ale nie każdy desert rock jest stonerem), wieśniacki, teksańsko-alabamowy southern metal oraz psychodelię z elementami space rocka. Earthless grają ten ostatni.

Na ich debiucie mamy czterdzieści kilka minut muzyki i dwa utwory. Dwa, długie rozimprowizowane, głęboko osadzone w tradycji lat 70. utwory. Zabawne. Na szczęście nie nudzą, choć mogą trochę zmęczyć, bo jednak słuchanie jednego niezbyt rozbudowanego riffu basu przez 20 minut musi trochę słuchacza znużyć. Większość dzieje się w warstwach gitary, czyli tej jednej długiej solówki (no, dwóch). Czego tam nie ma, a to zagrana szybciej, a to zapętli się na kilka minut jakiś motyw, a to wrzucimy jakiś efekt, a to porobimy trochę kosmicznych dźwięków, które kojarzą mi się z Comets on Fire. I chyba właśnie z tym kwintetem earthless chyba (na ile jestem w stanie ocenić) mają najwięcej wspólnego.

Cechy wspólne to: długie utwory, niektóre efekty, transowość, kosmiczność. Czyli pewnie używali sporo LSD, bo taki narkotyczny klimat wytworzyli. Dzieci kwiaty, nawet pierwszy utwór nazywa się Flower Travelin’ Man. Ciągnie się ten pierwszy twór dwadzieścia minut i ciągnie, i ciągnie, i wciąga, i wciąga. I już przepadłem, spodobało mi się za pierwszym razem, choć, jak już pisałem, przebrnięcie przez niego nie należy do najłatwiejszych, ale zrobisz to raz, udadzą ci się następne.

Lost In the Cloud Sun to trochę inna bajka. Jest wolniej, trochę orientalnie, bardziej metalowo. I bas taki bardziej skomplikowany. Za to pod koniec rozwija się i przyspiesza, chłopaki zrobili coś, by się nie znudzić. I nadal nie ma wokalu, bo Earthless to ansambl instrumentalny jest. Poza tym wokal nie pasuje do ich muzyki i nie ma go za bardzo jak tam wsadzić.

Dość monotonna płyta, choć na szczęście nie na tyle, by ją odsączać od czci i wiary. W swojej kategorii bardzo porządny zespół. Poza nią również. 7/10

dodaj komentuja | psychodelia recenzje rock |