The Killers - Day & Age

rok wydania: 2008 gatunek: pop rock
wydawca: Island Records
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy swoje trzecie płyty wydały dwa z najważniejszych zespołów początku XXI wieku. Na pierwszy ogień poszli The Killers, którzy musieli się zrehabilitować za zupełnie nieudane Sam’s Town.
Największą bolączką poprzedniej płyty było zagubienie lekkości, która charakteryzowała Hot Fuss i od pierwszych dźwięków słychać, że Amerykanie wrócili do formy. Losing Touch to murowany przebój, ale i wyznacznik brzmienia całej płyty. Całkowitą dominację przejmują klawisze a gitary pobrzmiewają gdzieś w tle. Singlowy Human dodaje do tego krajobrazu taneczność, czy może nawet dyskotekowość. Czyli popadli ze skrajności w skrajność, bo na Sam’s Town dominowało brzmienie gitar.
Spaceman to już czysty pop, zalatujący banałem i korporacyjnością, oj nieładnie chłopaki, nieładnie. Gdzie podziała się ta zadziorność z debiutu? Choć i tak jest lepiej niż na Sam’s Town, gdzie nic nie było tak, jak powinno, a tu przynajmniej są melodie.
Zupełnie zaskakuje Joy Ride, brzmi jak soundtrack z amerykańskich filmów akcji z lat 70., czyli jest po prostu funk + dyskotekowa pulsacja. No i oczywiście obowiązkowe solo na saksofonie. Dla mnie bomba, szkoda, że nie ma tu więcej takich kawałków.
Pociągnijmy jeszcze wątek dobrych stron Day And Age. Kończące płytę Goodnight, Travel Well to jak na nich monumentalna piosenka, dostojna, powolna, po prostu piękna. A z szybszych rytmów na wyróżnienie zasługuje A Dustland Fairytale.
In minus trzeba im zapisać wokal Brandona, który coraz bardziej zbliża się do Bono. Nie tędy droga, nie próbujcie być nowym U2, to się wam nie opłaci.
I już. Nic więcej nie da się o tej płycie napisać. Jest lepiej, niż na Sam’s Town, ale Day and Age to dowód na to, że na powrót do poziomu Hot Fuss nie ma już co liczyć
Ocena: 6/10


















