wieczur@jabberpl.org


Alina Orlova - Laukinis šuo dingo

Wpis na 0. poziomie, wysłany 18 sierpnia 2008 o 15:42:22

rok wydania: 2008
gatunek: folk, acoustic
wydawca: Metro Music Records

W muzyce liczy się Zachód. To Stany dyktują trendy, Brytania też, ale w mniejszym stopniu. Wschód pozostaje białą plamą. Artystów pochodzących zza Odry, którzy wybili się na świecie można policzyć na palcach jednej ręki. To niewiele, biorąc pod uwagę potencjał, jaki się tam kryje. Na szczęście, dzięki Internetowi i jego wynalazkom szanse powoli się wyrównują. I można znaleźć takie perełki, jak tę dwudziestoletnia Litwinkę.

Alina śpiewa po litewsku, rosyjsku i angielsku. Nic w tym dziwnego, jej matka jest Rosjanką, ojciec Polakiem, a spotkali się w Kazachstanie, a Alina chodziła do litewskiej szkoły, mimo że większość mieszkańców Visaginas to Rosjanie. W swojej muzyce łączy wpływy rosyjskie, litewskie, a nawet żydowskie.

Śpiewanie po litewsku zapewnia egzotykę, bo to język, który nie jest do niczego podobny. Ewentualnie do łaciny albo sanskrytu, ale kto normalny zna te dwa języki? Tak więc, jej teksty pozostają tajemnicą dla większości ludzi. I tu następuje miejsce na prywatę, miejsce, w którym recenzent napisze coś o sobie. Otóż litewski nie jest dla mnie całkowicie tajemniczy. Niezły szpan, co? Mogę więc przybliżyć mniej więcej jej teksty. Ale zrobię to później.

Muzycznie Alina zajmuje rejony niedaleko Tori Amos. Nie tylko dlatego, że jest ruda i gra na fortepianie. Nie zrzyna, jest bardziej folkowa, ale podobnie skromna aranżacyjnie, jak Tori na Boys for Pele. Najbardziej to podobieństwo słychać w Nesvarbu. Muzyka Aliny jest też bardziej bajkowa, dziecięca i niewinna, a to przede wszystkim dzięki jej głosowi. Ta dziecięcość i bajkowość przywołuje na myśl CocoRosie, ale Alina używa normalniejszych instrumentów.

Piosenki należą do kategorii za krótkich, rzadko która przekracza dwie i pół minuty, na przykład moja ulubiona, Lijo, czyli Padało ma niecałe dwie minuty. Bardzo piękne dwie minuty. Najdłuższa, Slėpynes to dokładnie trzy minuty. Teksty, tak jak i muzyka należą do świata magicznego, realnego, ale trochę innego. Paskutinio Mamuto daina to opowieść ostatniego mamuta, Mėnulis to piosenka o Księżycu, gdzie dają dobre jedzenie za darmo, nie ma samochodów i wojen, dzieci nie mają anginy, nikt nie musi iść do szkoły, ale czemu jest on aż tak daleko. Zasadniczą część płyty kończy Twinkle, Twinkle Little Star, angielska kołysanka.

Laukinis šuo dingo trwa pół godziny. Krótko, ale jednocześnie wystarczająco długo, by zakochać się w muzyce Aliny Orlovej.

Ocena: 8/10

7 komentujów | folk nie wiem ale fajne recenzje |

Waglewski Fisz Emade - Męska Muzyka

Wpis na 1. poziomie, wysłany 24 kwietnia 2008 o 16:15:31

rok wydania: 2008
gatunek: rock
wydawca: Agora SA

Tym razem zamiast klasycznej recenzji, oddaję głos Wojciechowi Waglewskiemu:

To męska muzyka i męski rym. Trochę utyka – nieco wina w nim.
Nieraz lekko się słania,
Bredzi i klnie
Bez udawania, że jest innym niż jest,
Sam to wiesz…

Raczej rzadko zawodzi,
W sensie wzdycha i łka.
Patos jej szkodzi, osłabia łza.
Raczej rzadko zawodzi,
W sensie można ufać jej.
Nie powinna przesłodzić
I pociechy mało w niej.
Sam to wiesz…

Już od rana przez cały dzień
Z łokcia, z kolana w łeb wpycha się
I każdej nocy aż po świt,
Włazi oknami, wciska przez drzwi

A czasem miękcej, bo nie ma co kryć,
Że bez ser ducha nie ma po co żyć.
Liryka, bo muzyka nie więcej ni mniej
Jest rodzaju żeńskiego i kobiety mnóstwo w niej
Sam to wiesz…

I taka jest ta płyta.

 

Ocena: 8/10

dodaj komentuja | nie wiem ale fajne recenzje rock |

Czesław Śpiewa - Debiut

Wpis na 0. poziomie, wysłany 11 kwietnia 2008 o 22:16:53

rok wydania: 2008
gatunek: folk
wydawca: Mystic Records

Czesław jest Duńczykiem. To znaczy, urodził się w Zabrzu, ale od maleńkości mieszka w Danii. Śpiewa po polsku, to może jednak jest Polakiem. Można tez pójść na wątplity jakże kompromis i stwierdzić, że jest on Polako-Duńczykiem. Jest też absolwentem akademii muzycznej w Kopenhadze. Ma też w Danii własny zespół, Tesco Value, a teraz zachciało mu się śpiewać języku przodków i wydać solową płyty.

Na uwagę zasługują przede wszystkim rzucające się w uszy teksty. Surrealistyczne, absurdalne, chwytliwe. A skąd się wzięły takie teksty u Czesława, który po polsku mówi słabo? Nie zgadniecie. Zostały napisane przez internautów wraz z Maciejem Zabłockim na onetowym czacie. Serio. Efekt jest naprawdę niesamowity. Są takie perełki, jak Żabka tonie w betonie (moja ulubiona piosenka), Kradzież cukierka, czy Maszyna do ćwierkania. Wróć. Każdy tekst jest na swój sposób perełką. I to taką, że nie mogłem uwierzyć, że powstały w tak nietypowy sposób. A o czym traktują te teksty? O królewnie zamienionej w żabę, o zgubnych wpływach kradzieży cukierka na życie ludzkie, o Mieszku I. Czyli tematyka rozległa.

A muzycznie, to co za twór? Również niezwykły. Czesław lubi wybuchowe mieszanki. Wyobraźmy sobie lekko killersujący utwór, troszkę punkujący, w którym jest miejsce na cygańskie wokalizy i solówkę á la Steve „mam ręce szybsze od światła” Vai. Efekt? Doprawdy niesamowity, ma Czesiek poczucie humoru, bo to musiałoby być dla skeczu. W tym osobliwym tyglu Czesław miesza jeszcze folk, piosenkę francuską, muzykę przedwojennej „Warsiawy”, muzykę dawną, krakowskie klimaty w stylu Turnaua, punk, muzykę chóralną. I dorzućcie do tego teksty w stylu: „Na peryferiach miasta/gdzie asfalt trawą zarasta/ wzdłuż torów, gdzie pasą się konie/szła żabka po świeżym betonie”, wyjdzie z tego nowy, bajkowy, ale nie do końca szczęśliwy, bo Czesław potrafi też zasmęcić tak, że łzy lecą strumieniami, świat. Rzadka to zdolność, stworzyć tak kontrastowy, muzyczny świat.

Na koniec przyznam się, ze podszedłem do tej płyty, jak pies do jeża, nie wiedziałem, jak się do niej zabrać. Nie spodobała mi się za pierwszym podejściem. Ale z każdym następnym razem, czy to słuchana w domu na spokojnie, czy w pośpiechu, czy na leniwym spacerze po mieście, zyskiwała. Bo płyta to naprawdę piękna i niesamowita. Jedna z lepszych polskich płyt ostatnich lat.

Ocena: 8/10

1 komentuj | folk nie wiem ale fajne recenzje |