Blood Ceremony - Blood Ceremony
rok wydania: 2008
gatunek: metal
wydawca: Rise Above Records
Od jakiegoś czasu retro granie jest w cenie. Cała nowa rockowa rewolucja to był powrót do korzeni. Teraz wraca się do lat 80. W metalu też się wraca do przeszłości. Blood Ceremony właśnie to robią.
Przepis na ich debiut jest prosty. Bierzemy pierwsze 4 płyty, dorzucamy klawisze i flet, wymieniamy Ozzy’ego na seksowną pannę, wrzucamy inspiracje starymi horrorami, średniowieczem, trochę innych zrzynaczy z Black Sabbath, szczyptę klasycznego doomu, gotycką mroczność. Et voila, mamy produkt gotowy do spożycia.
Jak smakuje ta płyta (ciągniemy dalej tę kuchenną metaforę)? Zaskakująco dobrze, smak jest znany, ale świeży dzięki przyprawom w postaci organów i fletu, którymi operuje wokalistka. Głos Allison też jest niczego sobie, mocny, dość niepokojący, mroczny. Chłopaki tez dają radę, grając klasycznie aż do bólu. Klimat pierwszych płyt Black Sabbath odtworzony w stu procentach.
Czasem nawet uda im się zaskoczyć słuchacz, jak w A Wine of Wizard folkowej miniaturce, mającej coś z muzyki dawnej, a przynajmniej postrzeganą za taką.
Teraz musimy przejść do przysłowiowej drugiej strony medalu. Spóźnili się z tą płytą jakieś 40 lat. Gdyby nie istniał Black Sabbath, byliby wielcy, ale Black Sabbath istnieje, więc Blood Ceremony pozostaje jedynie delikatną wariacją na ich temat.
I teraz najważniejsze pytanie. Czy to źle? Nie, bo w dzisiejszych czasach opanowanych przez smutasów z Emo-grzywkami, klony Joy Division, plastikowe brzmienie, lata 80. taka klasyczna płyta jest potrzebna. Bo ile razy można przesłuchać Sabbath Bloody Sabbath?
Ocena: 6/10


